Emily Dickinson: „Skoro nie mogłam mieć Wszystkiego”

Skoro nie mogłam mieć Wszystkiego –
Nie dbałam o brak mniejszych Rzeczy.
Jeśli nie zaszło nic większego
Niż Rozpad Słońca – Ostateczny
Kataklizm Globu – nic nie było
Tak wielkie – abym – na wieść o tym –
Podniosła z Ciekawości Czoło
Sponad Roboty.

przeł. Stanisław Barańczak

Reklamy

L. Staff, Rzęsa

Rzęsa

W starym, zapuszczonym parku
Stałem nad stawem
Pokrytym grubym kożuchem rzęsy.
Myśląc,
Że woda była tu niegdyś przejrzysta
I dziś by być taka powinna,
Podjętą z ziemi suchą gałęzią
Zacząłem zgarniać zieloną patynę
I odprowadzać do odpływu.

Zastał mnie przy tym zajęciu
Mędrzec spokojny
O czole myślą rozciętym
I rzekł z łagodnym uśmiechem
Pobłażliwego wyrzutu:
„Nie żal Ci czasu?
Każda chwila jest kroplą wieczności.
Życie mgnieniem jej oka.
Tyle jest spraw arcyważnych”.

Odszedłem zawstydzony
I przez dzień cały myślałem
O życiu i o śmierci,
O Sokratesie
I nieśmiertelności duszy,
O piramidach i pszenicy egipskiej,
O rzymskim Forum i księżycu,
O mamucie i wieży Eiffla…
Ale nic z tego nie wyszło.

Wróciwszy nazajutrz
Na to samo miejsce,
Ujrzałem nad stawem,
Pokrytym grubym zielonym kożuchem,
Mędrca z czołem wygładzonym,
Który spokojnie,
Porzuconą przeze mnie gałęzią,
Zgarniał z powierzchni wody rzęsę
I odprowadzał do odpływu.

Wkoło szumiały cicho drzewa,
W gałęziach śpiewały ptaki.

S. Heaney, Exposure (Bez osłony)

Exposure

It is December in Wicklow:
Alders dripping, birches
Inheriting the last light,
The ash tree cold to look at.

A comet that was lost
Should be visible at sunset,
Those million tons of light
Like a glimmer of haws and rose-hips,

And I sometimes see a falling star.
If I could come on meteorite!
Instead I walk through damp leaves,
Husks, the spent flukes of autumn,

Imagining a hero
On some muddy compound,
His gift like a slingstone
Whirled for the desperate.

How did I end up like this?
I often think of my friends’
Beautiful prismatic counselling
And the anvil brains of some who hate me

As I sit weighing and weighing
My responsible tristia.
For what? For the ear? For the people?
For what is said behind-backs?

Rain comes down through the alders,
Its low conductive voices
Mutter about let-downs and erosions
And yet each drop recalls

The diamond absolutes.
I am neither internee nor informer;
An inner йmigrй, grown long-haired
And thoughtful; a wood-kerne

Escaped from the massacre,
Taking protective colouring
From bole and bark, feeling
Every wind that blows;

Who, blowing up these sparks
For their meagre heat, have missed
The once-in-a-lifetime portent,
The comet’s pulsing rose.

 

Bez osłony

Grudzień w Wicklow: przemokłe
Olchy, brzezina przejmuje
W spadku ostatek światła,
Jesion przenika wzrok zimnem

Zbłąkana kometa powinna
Pokazać się o zachodzie,
Ten milion ton światła, jak migot
Owoców dzikiej róży:

Widzę przecież czasem spadającą
Gwiazdę. Gdyby niósł mnie meteoryt!
Nie: brnę tylko przez wilgoć liści,
Łupin, strzał zużytych przez jesień,

W wyobraźni widząc bohatera
Na błotnistym, ogrodzonym placu:
Jego dar jest jak kamień z procy,
Tej broni zdesperowanych.

Jak się stało, że jestem tu, taki?
Myślę często o pięknych pryzmatach
rad przyjaciół, o kowadłach mózgów
Innych, tych co mnie nienawidzą,

Gdy siedzę i ważę bez końca
Tristia mojej odpowiedzialności
Wobec czego? Ucha? Narodu?
Tego, co się mówi za plecami?

Deszcz przecieka przez liście olch
I choć jego wielogłosy podszept
Szemrze coś o sprawionych zawodach,
O erozjach – jednak każda kropla

Przywołuje diament absolutu.
Ani więzień ani konfident,
Lecz wewnętrzny emigrant, zapuszczam
Długie włosy i sondy w głąb siebie;

Piechur, który umknął z rzezi w lasy
I przejmuje barwy ochronne
Od konarów i kory, czujący
Każdy podmuch wiatru – tym jestem,

Kimś, kto, rozdmuchując te iskry,
By choć trochę się ogrzać, przeoczył
Dany tylko raz w życiu znak,
Pulsującą różę komety.

(przeł. Stanisław Barańczak)